Test butów biegowych Nike Lunarglide 7

Zapraszamy do lektury testu butów do biegania Nike, tym razem siódmej edycji popularnego modelu Lunarglide. Jak się sprawdziły?

Buty do biegania Lunarglide 7 to kolejna już odsłona słynnego modelu ze stajni Nike. To, co wyróżnia je na tle innych butów ze sklepowej półki to fakt, iż są przeznaczone nie tylko dla stopy jednego typu, ale zarówno dla pronującej, neutralnej, jak i supinującej. Mam stopę o neutralnym przetoczeniu i początkowe obawy, że będę „czuć wsparcie” zostały szybko rozwiane. Pod wpływem ciepła mojej stopy wkładka optymalnie dostosowała się, nie powodując dyskomfortu.


W TRASIE

Zawsze celowałam w typowe modele treningowe z dużą amortyzacją. Jednak „kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”, więc postanowiłam przygotować się do jesiennego sezonu startowego w nowych „księżycowych” butach biegowych. Producent opisuje je jako treningowo - startowe, co dawało nadzieję na owocną współpracę podczas dłuższych wybiegań, a także szybszych biegów interwałowych.

Moja ulubiona trasa jaką pokonuję na treningu jest dość zróżnicowana: najpierw asfalt, potem żwir, koleiny i tak przez minimum 10 km. Oczekuję więc dobrej przyczepności na wszystkich tych podłożach. Mimo, że buty do biegania Nike Lunarglide 7 są przeznaczone na asfalt, dobrze trzymały się trudniejszego podłoża, nie ślizgały się ani na suchej, ani na mokrej nawierzchni. Po przebiegnięciu połowy miesięcznego kilometrażu warstwa zewnętrzna wygląda jak nowa. A to za sprawą gumy węglowej odpornej na ścieranie. Charakterystycznie ukształtowana podeszwa odpowiada strefie największego nacisku stopy na podłoże. Nawet cięższy biegacz stawiający krok od pięty uchroni swe stawy przed kontuzją.

NOWOCZEŚNIE ZNACZY DOBRZE?

System sznurowania Flywire, zastosowany w butach biegowych Nike Lunarglide 7, daje możliwość indywidualnego dopasowania szerokości cholewy do stopy. Dzięki temu nawet wąska stopa będzie dobrze trzymana w bucie. Dynamic Support, czyli twardszy kawałek pianki wtopiony pod odpowiednim kątem pod piętą, ma zapewnić wsparcie pronacji. Dodatkowo zmodyfikowany, usztywniony zapiętek pomaga utrzymać prawidłowe położenie stopy. Powoduje to bezpieczne przemierzanie trasy, jeśli mamy skłonność do tzw. pronacji zmęczeniowej, czyli nadmiernej pronacji pojawiającej się po kilkunastu przebiegniętych kilometrach.

Fioletowo-pomarańczowa cholewa uszyta jest na piance Lunarlon, dobrze zamortyzowanej, a zarazem lekkiej i dynamicznej. Przekonałam się o tym, gdy przyszło mi biegać interwały. Sprężystość podeszwy, od uderzenia stopą o podłoże, aż do ostatniego momentu wybicia, spowodowała komfortowe i lekkie pokonywanie kolejnych kilometrów. Nadmiar wilgoci jest szybko odprowadzany dzięki przewiewnemu materiałowi Flymesh, w którym zminimalizowano liczbę szwów. Miałam okazję sprawdzić to niejednokrotnie podczas niemalże 40-sto stopniowych upałów. A co się stało, gdy nie założyłam skarpetek na trening? Nic się nie stało! Żadnego otarcia, żadnej ranki, żadnego pęcherza.


Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o wyglądzie Lunarglide 7. Nie mogę mu nic zarzucić. Dobrze uszyta, w żywych, energetycznych kolorach cholewa prezentuje się apetycznie, a minimalistyczna podeszwa powoduje, że nie można się im oprzeć.


BYŁO WARTO?

Podsumowując, jeśli szukasz modelu do trenowania i startowania, a potrzebujesz dynamicznej stabilizacji, to buty biegowe Nike Lunarglide 7 będą idealnym wyborem. A teraz ubieram moje „księżyce” i idę biegać!

Test przeprowadziła Justyna, doradca runnersclub.pl ze sklepu w Poznaniu.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel