Test butów Adidas Adizero Boston Boost 6

Z „bostonami” miałem styczność zarówno, gdy ten model opierał się na podeszwie z klasycznej pianki (Adidas Adizero Boston 4), jak i w trakcie pierwszej odsłony już w wersji boost (Adidas Adizero Boston Boost 5). W starszym modelu biegało się przede wszystkim bardzo długo – był nieprawdopodobnie trwały jak na but treningowo-startowy. Wersja bazująca na „styropianowym” booście była zupełnie inna od swojej poprzedniczki. Design, podeszwa cholewka, profil, sprężystość i niestety trwałość – to były główne aspekty różniące 2 sąsiednie odsłony tego samego modelu. Nowy „boston 5” był lżejszy i bardziej sprężysty. Grzechem było biegać powoli w tym bucie. Tempo na rozbieganiach zawsze stawało się szybsze niż to zakładane. Ogromnym minusem była żywotność nowej wersji. O ile „stary boston 4” był w moim odczuciu bardziej butem treningowym niż startowym, to jego następca został na tyle wyszczuplony, że cholewka nie wytrzymała miesiąca wszechstronnych treningów biegowych.

Dlaczego piszę o zamierzchłych czasach? Otóż w tym sezonie adidas wprowadził nowy model Adidas Adizero Boston Boost 6. Zdecydowanie czuję, że w tej odsłonie niemiecki producent odrobił lekcje i zniwelował wszystkie wpadki „starszego brata”.


PIERWSZE WRAŻENIE

W przypadku butów do biegania nie zwracam nigdy na to uwagi, ale muszę przyznać, że estetyka i wyważenie kolorystyczne są wyjątkowo trafione. Bezszwowa cholewka, która nie należy do najbardziej elastycznych, rodziła obawy, że może nie wytrzymać na urozmaiconych ścieżkach przełajowych, które uwielbiam. Pod piętą wpompowano tyle pianki boost, że amortyzacja z pewnością będzie zauważalna, choć należy pamiętać, że jest to but startowy, zatem długie wybiegania mogą okazać się w nich dosyć ciężkim przeżyciem, ale to dopiero się okaże.


Na co go stać?

Jeżeli o długich rozbieganiach mowa, to Boston 6 okazał się być ryzykownym wyborem. Po 20km rozbiegania po twardej nawierzchni łydki miałem twarde jak kamień. Na dłuższą metę ścięgna Achillesa mogłyby tego nie wytrzymać. Ogromnym plusem okazała się cholewka. O żadnych otarciach ani odciskach nie było mowy. Stopa – mimo wysokiej temperatury – nie pociła się nadmiernie. Obawy, że na 30 km w maratonie stopa nam się „zagotuje” w tym wypadku są nie na miejscu.


Szybkie bieganie

O ile relaksacyjne biegi nie są domeną Bostonów, to już w przypadku biegów ciągłych w II zakresie lub – jak kto woli – w III strefie, sprawdzają się one bardzo dobrze. Tutaj lekkość buta i sugestia biegania ze śródstopia zaczyna być niemałą zaletą.

Tak naprawdę im szybciej biegniemy, tym więcej zalet tego modelu będziemy dostrzegać. Sprężysta budowa przedniej części buta wzmaga silne wybicie, co rzecz jasna sprawi, że nasz bieg będzie dynamiczniejszy. Treningi tempowe, swobodne rytmiczne przebieżki, bieganie na zawodach – to jest środowisko, w którym Boston pomoże nam osiągnąć 101% naszych możliwości.


Ciężkie warunki

Przyczepność podeszwy jest bardzo dobra. Jak zwykle mieszanka Continental spełnia swoje zadanie na mokrej nawierzchni, ale na błocie - rzecz jasna - jest już gorzej. Miałem przyjemność przetestować te buty podczas oberwania chmury. Przez cholewkę w każdym bucie przepompowało się ok. 100 litrów deszczówki, a trzymanie nawierzchni w takich warunkach już nie było najlepsze, więc bieganie po wodzie w tym modelu może się nie sprawdzić. Biegi w terenie urozmaiconym też nie robią zbyt dużego wrażenia na Bostonach. Miałem obawy co do cholewki – zważywszy na to, że w poprzedniej odsłonie była to jego pięta achillesowa, ale w tym wypadku każda nitka została na swoim miejscu. But bardzo bobrze się sprawdza na leśnej ściółce, więc crossy w słoneczne dni nie zrobią na tym bucie większego wrażenia.


Dla triathlonistów

Ostatnimi czasy startuję w triathlonach i nie lubię tracić czasu w strefie zmian na zakładanie skarpet. Czy to na starcie, czy na treningu – zawsze pojawiał się problem z odciskami i otarciami po około 10km biegu. W tym przypadku wykonałem już kilkanaście treningów z gołą stopą i nic. A w gorące dni czuję się nawet lepiej niż w skarpecie, ponieważ jak już wspomniałem – przewiewność cholewki jest na bardzo wysokim poziomie.


OCENA OGÓLNA

Adidas Adizero Boston Boost 6, to but treningowo – startowy, a w moim odczuciu z większym naciskiem na parametry sprzyjające szybkiemu bieganiu. Poziom amortyzacji oceniłbym na 5/10. Pod stopą nie odczuwa się poduszkowatej miękkości, ale rozbieganie od czasu do czasu w tym bucie na pewno nie zrobi nam krzywdy.

Przy okazji treningów w urozmaiconym terenie nie miałem problemów ze stabilnością i przyczepnością. Jak na but startowy ma on wystarczająco szeroki profil, żeby wybrać się na przełajowe trasy, choć wysoka elastyczność sprawia, że ewentualne korzenie i kamienie będą odczuwalne. Zarówno stabilność, jak i elastyczność oceniłbym na 7/10.

Boston jest przede wszystkim butem lekkim i sprężystym, co przekłada się na szybkość biegu. Jest stworzony do ścigania się i przełamywania kolejnych barier prędkości. Jest świetną alternatywą Adidas Adizero Adios Boost, które są najszybszym modelem w stajni Adidasa, ale nie zapewniają takiego poziomu amortyzacji co Bostony. Jest to bardzo istotne dla naszych biednych stawów na półmaratonach i maratonach, a nawet biegów na 10km po twardej nawierzchni. Dynamikę tego modelu oceniam na 9/10, więc zdecydowanie jest to but stworzony do bicia życiówek.

Test wykonał Maks Szatecki

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel